Cudowna nauka

Cudowna nauka

Dmitry Bayuk
"Nowości w nauce i technologii" nr 11, 2005

  • Glosariusz

Czasy "wielkiej" nauki radzieckiej już minęły. Rosyjska Akademia Nauk, zachowująca prawie wszystkie oznaki "wielkiej" Akademii Radzieckiej, nie jest jedynym żywym zabytkiem minionej ery w krajobrazie postsowieckim, ale niewiele z jego dawnej władzy pozostaje. A wiele nowych akademii twierdzi, że oprócz niej zna nieznaną, często z cudemsz ich imionami, a tam wybierają ekscentryków jako naukowców. A z budowanej tam "nauki alternatywnej" naukowcy z "wielkiej" akademii są przerażeni.

S.O.S.

Wiosną 1999 r. Rosyjska Akademia Nauk wysłała bardzo dramatyczny komunikat do "rosyjskich naukowców, profesorów i nauczycieli instytucji szkolnictwa wyższego, nauczycieli szkół i uczelni technicznych, do wszystkich członków rosyjskiej społeczności intelektualnej". W szczególności powiedziano: "Szabat czarowników, magów, wróżbitów i proroków nie kończy się w kraju i prywatnych mediach. Pseudonauka stara się penetrować wszystkie sektory społeczeństwa, wszystkie jego instytucje, w tym Rosyjską Akademię Nauk. Te irracjonalne i zasadniczo niemoralne tendencje niewątpliwie stanowią poważne zagrożenie dla normalnego duchowego rozwoju narodu ".

Z biegiem lat, które minęły od tego czasu, nasilenie sporów wydaje się zmniejszać.Najbardziej odrażające osobowości zniknęły z ekranów telewizyjnych, ludzie zaczęli traktować prognozy astrologiczne bardziej ironicznie, aby traktować z nałożeniem rąk także coraz mniej osób ryzykuje. A jednak problem pozostaje. Polega na tym, że nieprofesjonaliści zajęli się rozwojem nauki. Oni nie mają żadnego odpowiedniego wykształcenia, ani rozwiniętą kulturę myślenia, są podejmowane w celu zaoferowania odpowiedzi szybkiego ognia trudnych pytań – o strukturze materii, ewolucji wszechświata, natury świadomości, przeznaczenie losu. Ich roszczenia do zadań, na które od dawna walczył najlepsze umysły ludzkości miałyby tylko śmiech przyczyna i uśmiech, ale nie – oni często słuchał z uwagą, a opinia publiczna zajmuje się owocami swojej pracy za osiągnięcia naukowe.

Oto najnowszy przykład. Omsk projektant Aleksander Ilyin rzekomo znalazł zwarty dowód na wielkie twierdzenie Fermata, o którym, jak sam przyznał, odkrył przypadkiem "przewijanie encyklopedii w święta majowe". Aby udowodnić to twierdzenie, ludzkość potrzebowała prawie czterystu lat, konieczne było stworzenie nowej części teorii liczb, a mimo to zajmuje około trzystu stron w najbardziej zwięzłej formie.Ale Aleksander Ilyin, rozważając problem podczas mycia zębów czy kebabu w kraju, szybko znalazł dowody długości zaledwie trzech stron. Nawet krótkie podsumowanie jego dowodów opublikowanych przez Novaya Gazeta zawiera wiele oczywistych błędów. Ale koledzy Ilyina z Akademii Aeronautyki i Astronautyki stwierdzili, że dowód jest prawdziwy, i przy słabo ukrytej nieufności zaproponowali, że sprawdzą to matematycy, którzy byli już gotowi oskarżyć ich – w przypadku nieuchronnie negatywnego wyniku badania – w zawiłej postawie zazdrosnej.

Tego typu wydarzenia są liczne, a każdy z nich obfituje w wiele niebezpieczeństw. Przede wszystkim obraża smak – tak samo jak obraża go przeciętny. Ponadto daje społeczeństwu fałszywe wyobrażenie o tym, co naukowcy robią, kim są i dlaczego nauka jest w ogóle konieczna dla współczesnego społeczeństwa (i jest to w ogóle konieczne). Tak więc istnieje więcej niż wystarczająca podstawa do niepokoju wśród naukowców z Rosyjskiej Akademii Nauk.

Obraz wroga

Dla K.E. Ciołkowskiego stosunki z aniołami były powszechne; Pracował nad koncepcją lotu w przestrzeni kosmicznej, w szczególności w celu osadzenia aniołów w kosmosie. W tym, co miał wielu podobnie myślących ludzi i zwolenników (zdjęcie z www.videocosmos.com)

Trzeba przyznać, że ekscentycy spotykali się także wśród naukowców, którzy są bardzo szanowani w naszych czasach.

Tak więc, dla K. E. Ciołkowskiego, komunikacja z aniołami była bardzo powszechna; Pracował nad koncepcją lotu w przestrzeni kosmicznej, w szczególności w celu osadzenia aniołów w kosmosie. W tym, co miał wielu podobnie myślących ludzi i naśladowców.

Jako redaktor czasopisma akademickiego regularnie mam do czynienia z różnymi maniakami, próbującymi legitymizować w ten czy inny sposób rodzaj działalności, do której są uzależnieni. Niedawno otrzymałem list od naszych byłych rodaków, którzy wyemigrowali do niemieckiej ziemi w Augsburgu. Pisali o swojej walce o uznanie "prawa Mikołaja z Kuzy", którą odkryli w dziełach niemieckiego kardynała, przetłumaczonych na język rosyjski i opublikowanych pod koniec lat 80. XX wieku. Listowi towarzyszyła korespondencja między autorami a niemieckimi fizykami i kierownictwem Nikolai Kuzansky Society. Ci pierwsi zaprzeczali istnieniu prawa, które odkryli, a tego ostatniego nie znaleźli w rękopisach kardynała. Autorzy mieli nadzieję, że ogólna wspólnota naukowa w domu pomoże im znaleźć prawdę.Odkryte przez niego prawo było bardzo proste: "Im szybciej porusza się cząstka elementarna, tym mniej jej trajektoria jest zakrzywiona".

Nauczyłem się rozpoznawać niechlujnie ubranych starszych ludzi o płonących oczach lub, odwrotnie, spoglądając na podłogę tępo przed podłogą: przez wiele lat nieuznawania albo utwardzają sprawcę, albo pogrążają się w przygnębieniu. Ale pasja opowiadania światu o ich stworzeniu jest wciąż silniejsza niż niechęć otaczających ich ludzi do słuchania i ogólne rozczarowanie w nieustannych machinach ruchu. Ich beznadziejna ekscentryczność wywołuje nawet pewną sympatię. I nie mogę powstrzymać się od wywrotowych myśli: co, jeśli napiszesz krótką notatkę o nowym modelu wieczystego ruchu, to może nawet w następnym numerze odrzucisz jego główny pomysł i zauważysz, że wieczny ruch, zgodnie z oczekiwaniami, jest niemożliwy? Wtedy idee zavralnye zyskują szeroką publiczność, pseudonauka zastępuje ekscentryczność.

Pseudonauka i władza

Najbardziej nieprzyjemna rzecz dzieje się, gdy publiczność, otwarta na zavralne pomysły, rozszerza się dzięki władzy. Jeśli Leonid Iljicz Breżniew ufał swojemu zdrowiu tylko Chazowowi i Dzhunie Dawitaszwilemu, a następnie Borysowi Nikołajewiczowi Jelcynowi, Kreml został zalany przez całe hordy uzdrowicieli, czarnych magów i astrologów.W Ministerstwie Sytuacji Nadzwyczajnych zatrudniono kilkadziesiąt osób, których zadaniem było poszukiwanie zaginionych helikopterów, przewidywanie trzęsień ziemi i ataków terrorystycznych. I trudno mi się oprzeć myśli, że fundusze zostały otrzymane od Kremla, aby wspierać różne wątpliwe programy telewizyjne i czasopisma.

W czasach sowieckich, poszukiwanie promieni śmierci, badanie ludzi ze zdolnościami paranormalnymi, śledzenie UFO i „praca” z „kontaktowców”, którzy wiedzieli, jak „otworzyć kanał komunikacji” z pozaziemską inteligencją zaangażowany w wiele organizacji badawczych, członkowie różnych agencji bezpieczeństwa. Akademik Aleksandrow, który w 1991 roku postanowił publicznie wypowiedzieć się na temat prac wykonywanych na zamkniętym temacie, pokazywał publiczności tylko wierzchołek góry lodowej. W późniejszych czasach, kiedy mniej wydano na naukę o pieniądzach budżetowych, mniej wydano na pseudonaukę. Ale więcej z nich pochodziło z "pozabudżetowych źródeł". A jednak nie jest do końca jasne, kto sfinansował zamówienie zastępcy dyrektora generalnego RSC Energia, aby dostarczyć na stację kosmiczną Mir kamienie wystrzelone w osławione piramidy Goloda,i zakopać te same kamienie na obwodzie Moskwy, aby uchronić miasto przed zbliżającą się epidemią grypy (zastanawiam się czy nie została wymyślona przez urząd burmistrza?)

Prawdopodobnie Prezydium RAS działałoby logicznie, gdyby oskarżyło go o poddanie penetracji pseudonauki we wszystkich sektorach społeczeństwa przez istniejący system władzy, a przynajmniej jej pewne struktury. Ale Rosyjska Akademia Nauk jest tak wpisana w system elektroenergetyczny i tak uzależniona od niej finansowo, że nie była w stanie zająć się oskarżeniem, które wisiało w powietrzu.

Akademia Nienaturalnych Nauk

Paradoksem postsowieckiej nauki rosyjskiej było to, że zarówno Rosyjska Akademia Nauk cierpiała najbardziej z nowej polityki naukowej państwa, jak iz nastawienia nauki do kształtowania się w społeczeństwie. Ale ona, z powodu swojej bezpośredniej zależności od nich, nie mogła zdecydować o otwartej krytyce. W tym samym czasie zaczęły pojawiać się liczne akademie publiczne, których budżety były uzupełniane z funduszy niepaństwowych. Mogliby krytykować politykę rządu z większą swobodą, ale nie robili tego i nie robili tego po prostu dlatego, że ta polityka jest na ich korzyść.

Oprócz Akademii Aeronautyki i Kosmonautyki, wspomnianej już w związku z Aleksandrem Iljinem, pseudonauka znalazła schronienie w Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych,Międzynarodowa Akademia Informatyzacji, Międzynarodowa Akademia Inżynierska, Międzynarodowa Akademia Szkolnictwa Wyższego, Rosyjska Akademia Inżynierska, Akademia Nauk Technologicznych Federacji Rosyjskiej, Międzynarodowa Akademia Nauk o Energetyce. Lista może być kontynuowana. Wszystkie te akademie i ich rola w rozpowszechnianiu doktryn pseudonaukowych są szeroko rozpowszechnione na posiedzeniach RAS, w szczególności przez członków Komisji przeciwko pseudonauce. Ale jeśli im wierzysz, to w samej Rosyjskiej Akademii Nauk pseudonauka znalazła schronienie dla siebie. Przynajmniej na przykład akademika Fomenko.

Historia uczy …

Najnowsza historia uczy, że do narodzin pseudonauki potrzebne jest połączenie dwóch okoliczności: ignorancji i ślepej wiary. W tym sensie trudno byłoby znaleźć bardziej żywy przykład fałszywego naukowca niż Konstantin Ciołkowski. Ze względu na ograniczone warunki materialne (pierwsze lata w Moskwie, Ciołkowskiego mieszkał na 3 kopie dziennie), a ze względu na zły stan zdrowia (był głuchy od dzieciństwa), systematyczne edukacji naukowej nie było dostępne dla niego. Ciołkowski spędził dużo czasu w bibliotekach i wydał znaczną część pieniędzy, które otrzymał na książki, które uważnie przeczytał.Niemniej jednak, jego wypowiedzi, takie jak teoria względności, które sprowadzają się do nas, demonstrują mu głębokie niezrozumienie fundamentów współczesnej fizyki. Z drugiej strony nie było racjonalnych podstaw dla tak głębokiej wiary w możliwość zmartwychwstania umarłych, ich pośmiertną transformację w anioły i późniejsze osiedlenie się w kosmosie za pomocą pociągów rakietowych. Była to wiara głęboko religijnej osoby.

Członkowie Cesarskiej Akademii Nauk, która została przekształcona w rosyjską w 1918 roku, a cztery lata później także w ZSRR Academy of Sciences, unikali Ciołkowskiego i traktowali go przynajmniej ironicznie. Ostatnie badania amerykańskiego historyka, Azefa Siddiqiego, pokazują, że po Ciołkowskim został wybrany w 1918 r. Do nowo utworzonej Socjalistycznej Akademii Nauk Społecznych, jego członkostwo tam nie trwało długo – w lipcu 1919 r. Został usunięty z akademii, aw listopadzie został aresztowany i skazany na rok pracy korekcyjnej jak biały szpieg. Tylko przypadkiem uratował go z obozu, a on, prawie umierając z głodu, wrócił do Kaługi.

Większość jego współpracowników, a także ludzie, którzy wykazywali zainteresowanie swoimi pomysłami, również nie posiadali systematycznej edukacji.Byli zafascynowani samą ideą życia kosmicznego, wcale nie dlatego, że było to w jakiś sposób potwierdzone przez rozwój nauki. Wśród nich byli ludzie wystarczająco bogaci, by sfinansować publikację książek Ciołkowskiego: po 1917 r. Opublikował około czterdziestu monografii kosztem sponsorów i tylko trzech z rządowymi pieniędzmi w ostatnich dwóch latach jego życia. Bardzo ostrożny stosunek do niego przez zawodowych naukowców i Akademię Nauk ZSRR pozostał – i powinniśmy zauważyć, całkiem rozsądnie – długo po jego śmierci.

Nie oznacza to, że wkład Ciołkowskiego w historię nauki jest ujemny lub zerowy. Do niedawna loty kosmiczne były realizowane przez te same "pociągi rakietowe", czyli wielostopniowe pojazdy startowe. I o czym myśleli, przez długi czas woleli nie pamiętać.

Król alchemików

Uczeń, który wie o Keplerze zgodnie ze swoimi prawami, nie myśli o wielu horoskopach, które skomponował Kepler. Tym bardziej, że myśli o dziwnej atmosferze panującej w pałacu monarchy, którą Kepler służył, i w której narodziła się nowoczesna astrofizyka (obraz z kepler.nasa.gov)

Na początku XVII wieku w Pradze znajdowała się stolica niezwykłej formacji państwowej, zwanej Świętym Cesarstwem Rzymskim narodu niemieckiego, istniejącego w Europie od kilku stuleci. Cesarz Rudolf II (jednocześnie król Węgier i Czech), według weneckiego Contariniego, który kiedyś jeździł do Pragi, "cieszył się każdą rozmową o tajemnicach natury i sztuki, że każdy, kto był gotów o nich mówić, mógł liczyć na uwagę jego stronie. " Ukrywając się przed surowym światem materialnym, chciał wiedzieć wszystko o okultystycznych siłach, które wprawiają świat w ruch. W 1600 roku jego dworski astrolog, Tycho Brahe, zaprosił Johanna Keplera, matematyka z Grazu, do bycia asystentem matematyki, który słynął już z udanych przepowiedni dokonanych na podstawie jego horoskopów.

Nie mniej niż Kepler zasłynął z książki "Kosmograficzny sekret", w której wyjaśnił ruchy planet przez specjalne urządzenie całego kosmosu. To, jego zdaniem, olbrzymi kielich ze Słońcem pośrodku, a wokół niego koncentryczne kule szczelnie upakowane w otaczające je regularne wielościany.Ponieważ istnieje tylko pięć takich wielościanów, powinno być ich tyle, a w konsekwencji poruszających się opraw. Bez względu na to, jak kapryśne były te poglądy Keplera, od nich naturalnie doszedł do idei eliptyczności orbit planet planety krążącej wokół Słońca, a następnie do jego innych praw, znanych dziś każdemu (pracowitemu) uczniowi.

Uczeń, który wie o Keplerze zgodnie ze swoimi prawami, nie myśli o wielu horoskopach, które skomponował Kepler. Tym bardziej, że myśli o dziwnej atmosferze panującej w pałacu monarchy, którą Kepler służył, i w której narodziła się nowoczesna astrofizyka.

Akademia a uniwersytety

Muszę usunąć dobrze znany argument, często cytowany dzisiaj, że na początku XVII wieku magia, astrologia i alchemia wciąż były nauką i stały się pseudonauką, gdy fałsz ich fundamentów stał się jasny. Ich podstawy zostały już uznane za fałszywe na żadnej uczelni. To właśnie na uniwersytetach średniowieczna nauka rozkwitała aż do XVI wieku, niekiedy doświadczając gwałtownego wzrostu, czasami popadającego w kryzys. Magia uważana była za relikt gnostyckich wierzeń wczesnego chrześcijaństwa, zapożyczonych od pogan i przestarzałych w III wieku.Sama magia i astrologia nie były jeszcze herezją, ale graniczyły z nią i były niejednokrotnie skazane na papieskie byki. Nawiasem mówiąc, Giordano Bruno został uznany za heretyka, ponieważ nie wierzył w heliocentryzm Kopernika, ale dlatego, że wierzył w magiczny dar Chrystusa, zaprzeczając swojej boskiej esencji (jak przy okazji, Ciołkowski był czterysta lat później). A Kepler napisał tak bezpośrednio do jednego z jego korespondentów: "Trzymając się herezji Kopernika, musimy wspierać się nawzajem pod każdym względem …"

System szkolnictwa wyższego był wówczas pod ścisłą kontrolą zakonów monastycznych – głównie Zakonu Kaznodziejskiego (Dominikanie) i Towarzystwa Jezusowego (jezuitów). Pierwsze akademie powstały we Włoszech jako wspólnoty uczące się, które dość luźno łączyły nauczycieli i studentów, alternatywę dla uniwersyteckiego establishmentu. Wbrew Arystotelesowi, który panował na uniwersytetach w Akademii Platona we Florencji w XV wieku, studiowali pisma Platona – i wkrótce do mody przyszedł także Hermes Trismegist. Accademia dei Lincei, która stała się sławna po Galileo Galilei został wybrany do niego w 1611 roku, został stworzony w Rzymie na początku niedostrzegalny,a następnie coraz silniejszy sprzeciw wobec jednej z głównych instytucji edukacyjnych tamtych czasów – rzymskiego kolegium jezuitów.

W Rosji, w momencie powstania akademii, nie było nikogo, kto by się oparł, i nie ma takiej potrzeby – była ona pierwotnie częścią rosyjskiego establishmentu. Ale był okres w jego historii, choć krótki, kiedy okazało się, że jest to wylęgarnia swobodnego myślenia – w okresie międzywojennym nagle zaczął się rozwijać "fizyczny idealizm", matematycy odkryli tendencję do reakcyjnego religijnego mistycyzmu, a biologowie zaczęli wpadać w herezję organizmu. Z tymi wichrzycielami udało się dość szybko dojść. Interesujące jest jednak to, że w tym krótkim czasie akademia ponownie znalazła się w konfrontacji z uniwersytetami, po raz kolejny dowodząc, że prawo nauki zaprzecza samemu sobie.

Uderz w dobry gust

Uraz naukowców jest dobrze zrozumiany, gdy mają do czynienia z absurdem cudownego teoretyzowania. Nadużywanie słów, oczywiste luki w edukacji, bezczelna arogancja, niezdolność do postrzegania krytyki, zbliżenie w obyczajach i stosunek do sekty religijnej – wszystkie te cechy związane z wyznawcami wielu współczesnych nurtów "nauki alternatywnej" nie mogą nie irytować osoby wykształconej w tradycji akademickiej.Mimo to, mówiąc o komisji akademickiej, której uwagę zwraca się na istnienie pseudonauki, uważam, że jej zadaniem nie powinno być ujawnianie i ujawnianie oszustw, a nie cenzurowanie podręczników i dokonywanie oceny ekspertów projektów proponowanych do finansowania przez państwo, ale przede wszystkim badanie tego zjawisko społeczne.

Taka analiza z pewnością pokazałaby, że oświecony cykl historyczny, ukierunkowany na ideał czystego racjonalizmu, zawsze zastępowany jest romantycznym, gdy ma miejsce zanurzenie się w tajemniczy i atrakcyjny świat intuicyjnych idei i niejasnych obrazów. W przeważającej części pseudonauka ujawnia pewną wewnętrzną jedność: Muldaszew odwołuje się do pól skrętnych, "torsjonistów" – do paranormalnych zdolności świadomości, bioenergetyki – i do tego i do innych, zwolenników teorii eterowej walki o sprawiedliwość społeczną i dominację syjonistów w fizyce i Fomenkovo sprzeciwić się narodowości żydowskiej ziemskiej inkarnacji chrześcijańskiego boga. Dla wszystkich cechuje je stosunek do rzeczywistości, który kojarzy mi się ze spontanicznym platonizmem typu pitagorejskiego i który zadaje w związku z tym pytanie: dlaczego?w rzeczywistości szeroka nienaukowa publiczność jest tak zadowolona z nadużywania zdrowego rozsądku? Dlaczego, tracąc coraz większe zainteresowanie rozwojem normalnej nauki, zwraca się z ciekawością i współczuciem do wątpliwych teorii i nauk? Czy nie może przewidzieć czegoś, co wydaje się całkowicie niemożliwe tym, którzy są przyzwyczajeni do ścisłej pracy myśli? Czy opinia publiczna jest obrzydzona przez ścisłą pracę myśli i chce prostych rozwiązań? Najciekawsze ma dopiero nadejść.


Like this post? Please share to your friends:

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: